Bielański Klub Karate Kyokushin
 
 
 
Wyjazd na Otwarte Młodzieżowe Mistrzostwa Holandii w Karate Kyokushin - Rotterdam 2002


  W piątek 18.10.2002 o godzinie około 3.30 zwarta i gotowa jedenastoosobowa reprezentacja BKKK na Otwarte Mistrzostwa Holandii wyruszyła spod AWF-u trzema samochodami w wielogodzinną wyczerpującą podróż. W skład teamu wchodzili: Paweł Bronowicki, Tomek Cyran, Marcin Gajewski, Konrad Kuciewicz, Mateusz Kuklewicz, Zosia Nowakowska, Marek Odzeniak, Robert Romiszewski, Jan Sakławski, Bartek Sawicki i Piotr Strefner. Zawodnikom towarzyszyli trener - sensei Mariusz Mazur, jego żona - pani Justyna Mazur i tata Konrada - pan Mirosław Kuciewicz oraz Maciek Mazur.
  Już od początku zapanowała dosyć nerwowa atmosfera. Okazało się bowiem, iż jedzie trochę za dużo zawodników w stosunku do miejsc w samochodach. Jednak trzeźwy umysł senseia nie zawiódł i po szybkim telefonie oraz zamianie aut problem rozwiązano. Nerwowość została jednak niezwykle szybko rozładowana wiecznym humorem karateków BKKK i ich senseia. Liczne żarty a także częste poważne rozmowy pozwalały mile spędzić czas długiej jazdy i dowiedzieć się kilku interesujących rzeczy o innych osobach. Podróż trwała 18 godzin. Była męcząca, lecz minęła sprawnie i bez najmniejszych problemów.
  Późnym wieczorem zajechaliśmy do domu dr Przemka - przyjaciela senseia i wszystkich nas. Zostaliśmy poczęstowani herbatą i posiłkiem po czym zaczęliśmy przygotowywać swoje noclegi. Mniej więcej polowa osób spała na podłodze w pokoju Kuby - syna pana Przemka, a pozostała część udała się do znajomych pana doktora. Niezrażona trudnymi warunkami ekipa BKKK musiała jakoś odreagować godziny siedzenia w samochodach, więc o śnie z początku nie było mowy - tyczy się to szczególnie grupy nocującej u znajomych pana Przemka...
  Nazajutrz - w sobotę po pysznym śniadaniu udaliśmy się wszyscy na całodniową wycieczkę do pięknego miasteczka Delft koło Rotterdamu. Tam jedni kupowali jedzenie, drudzy słodycze, jeszcze inni pamiątki czy holenderskie sery do domu... Pomimo dużego chłodu i wysokiej ceny za parkowanie wszyscy byli zadowoleni ze zwiedzania i jak zwykle bardzo weseli. Można się o tym przekonać, oglądając film realizowany podczas całego wyjazdu przez Bunię, który dzięki kamerze pożyczonej od siostry znalazł chyba drugie po karate powołanie w życiu - zawód reżysera... Na taśmie można zobaczyć także sceny z łazienki i niepowtarzalnego Sawika rozśmieszającego wszystkich do granic. Kolację zjedliśmy po "okazyjnej" cenie w restauracji w mieście - Middelharnis. Wielkie zainteresowanie wzbudziła bardzo atrakcyjna kelnerka, również uwieczniona na taśmie VHS. Tego wieczoru wszyscy położyli się spać dość wcześnie, gdyż następnego dnia miały się odbyć zawody.
  W niedzielę pobudka odbyła się o 8.00. Na miejsce turnieju zajechaliśmy po godzinie 10.00. Od razu wskazano nam szatnię i wręczono rozkład walk. Przebrani zawodnicy BKKK zaczynali powoli rozgrzewkę i motywowali się wzajemnie. Każdej walce naszego zawodnika towarzyszył głośny doping i liczne wskazówki kolegów. Ponadto każdy pojedynek został profesjonalnie nagrany przez Bunię. Zawody zakończyły się sporym sukcesem BKKK. Spośród około 30 klubów z Holandii, Belgii, Austrii i Polski zdobyliśmy 6 medali - 3. miejsce drużynowo. W wielu wypadkach zostaliśmy jednak jawnie skrzywdzeni przez sędziów. Chyba najlepszym przykładem niesprawiedliwości był przegrany pojedynek Piotrka Strefnera z Markiem Gerhardsem ( Holandia ).

Medalistami w swych kategoriach zostali:
- Marek Odzeniak - brąz
- Konrad Kuciewicz - brąz
- Robert Romiszewski - srebro
- Zosia Nowakowska - srebro
- Paweł Bronowicki - złoto
- Bartek Sawicki - złoto.

  Reszta zawodników walczyła bardzo ładnie i efektownie, lecz w niektórych przypadkach zabrakło trochę szczęścia i przychylności sędziów. Po zawodach pan Przemek stwierdził, że jest dumny z bycia Polakiem.
  Tuż po turnieju odjechaliśmy do luksusowego, czterogwiazkowego hotelu w miejscowości Melle w Niemczech. Po nocy tam spędzonej wyruszyliśmy w dalszą część drogi powrotnej, która również minęła bez problemów.
  Zawody okazały się dużym sukcesem - zarówno sportowym jak i pod względem wspólnie spędzonego czasu. Wspaniała atmosfera towarzyszyła nam przez cały czas. Wszyscy szykują się już na następny rok...

Marcin Gajewski